|
Tym razem będzie o
udanej zasiadce na początku naszej pięknej jesieni. Długo ze
Sławkiem typowaliśmy łowisko, nad którym chcemy spędzić kilka
dni. Dni z kontaktem z rybami, a nie dla samych widoków, choć tej
jesieni są naprawdę piękne. Mając na uwadze udane połowy
wiosenne na łowisku stowarzyszenia „Sandacz” ponownie
postanowiliśmy przetestować tę wodę. Miłym zaskoczeniem było
zaproszenie na zasiadkę, które otrzymaliśmy od Pana Marcina
Apryasa. Postanowiliśmy usytuować się na wschodnim brzegu.
Okalające nas brzozy swoim cieniem rekompensowały nam upalne dni swoim cieniem.
Spotkaliśmy się z
naszym przyjacielem Czarkiem Ostrzyckim z SKK Cyprinus już w piątek
po południu. Widok wody i wyraźnie widoczne spławy ryb
dobrze rokowały. Obawialiśmy się nazbyt wysokiego
ciśnienia. Jak się okazało, był to czynnik kluczowy.
Wspólnie ustaliliśmy,
że wstępne nęcenie ograniczymy do minimum, aby jak najmniej
hałasować. Ze względu na brak możliwości pływania po wodzie
pontonami lub łódkami wszelkie czynności jak nęcenie i sondowanie
dna wykonaliśmy z brzegu. Ułatwieniem była łódeczka zdalnie
sterowana, która w późniejszym czasie wspierała nas w wywózce
zestawów.

Postawiliśmy wstępnie
nęcić zanętą skomponowaną przez Sławka z wartościowymi
dodatkami Rapid Baits. Jak zwykle granulaty Multiblend, jak i typowo
rybne okazały się niezawodne. Przygotowane nasiona przez Czarka
także wspomagały nasze łowy. Każdy chciał być skutecznym i na
pierwszą nockę zakładał przynęty różnych smaków. Zarówno
truskawka, ananas, kukurydza, ale także Double Shrimp czy
Squid Octopus. Staraliśmy się zróżnicować przynęty tak, aby
karpie miały dobry wybór. Przynęty o neutralnej wyporności, małe
i duże oraz naprawdę w rozmiarze XXL. Jak się okazało w
późniejszym czasie nawet na nie łakome karpie potrafiły brać.

Pierwsza noc minęła w
zasadzie spokojnie tylko od czasu do czasu delikatne popiskiwania
sygnalizatorów przerywały nasze gawędzenie o karpiach i amurach.
Kto by spał w tak ciepłe noce. Dopiero wczesnym rankiem, kiedy woda
przykryta była delikatną mgłą nastąpił pierwszy i mocny odjazd.
Byliśmy lekko zdziwieni, że o tej porze następuje tak agresywny
wyjazd karpia. Krótki hol i na macie ląduje karp w granicach 5kg.
Zaraz po nim na zestaw Czarka kolejne branie. Na truskawkę połakomił się kolejny karpik. Mały, ale to już druga ryba tego
ranka. Daje nam to nadzieję na intensywne łowy. Tak też było.
Donęcamy łowisko jak
najszybciej niewielka ilością granulatów i kul zanętowych. W
nadziei na kolejne brania czekamy jednak do wieczora. Zachód słońca
jaki nam towarzyszył pięknie oświetlał wodę, gdzie nadal widoczne
były spławy ryb. Ich zwieńczeniem był niesamowity „koncert”
wyskoków nad wodę.
Zasiadamy do kolacji i
jak to w takich sytuacjach bywa najczęściej następuje odjazd. W
ciemnościach stanowisko Sławka rozświetla blask diody
sygnalizatora, a jego dźwięk nie milknie aż do samego zacięcia.
Karp połakomił się na 20mm kulkę o smaku Squid Octopus. Hol
jest intensywny gdyż akurat miejsce Sławka usytuowane jest w
pobliżu zatopionego drzewa. Niebawem wszyscy przekonaliśmy się, że
ryby na naszej miejscówce parkują najczęściej właśnie tam.
Udaje się jednak wyholować większego karpia. Szybkie ważenie i
już jesteśmy zadowoleni. Karp ma ponad 12 kg.
Szybkie foto i do wody.

Nie decydujemy się nęcić
nocą. Przerzucamy zestawy zakładając świeże przynęty. Do rana
mamy kilka małych karpii. Czarek doławia karpia ok. 5kg, ja
podobnego a i Sławek znowu walczy z maluchami. Drugiego dnia ustają
nam spławy w łowisku, na wodzie robi się zupełna flauta i zero
jakiegokolwiek powiewu. Temperatura rośnie bardzo mocno i odczuwalny
jest ostry spadek ciśnienia. Cały dzień staramy się wyłuskać
ryby w różnych miejscach zarzucając zestawy z PVA jednak bez
skutku. Także ilość zanęt zostaje na tych samych ilościach.
Zastanawiamy się, jakich efektów możemy się spodziewać w nocy i tuż przed zmrokiem stawiamy
na bardziej obfite zanęcanie i nie punktowo, lecz na większym
obszarze.

To było dobre
posunięcie, które zaoowocowało. Ugotowane nasiona i
zwiększenie ilości granulatów zadziałało i ściągnęło ryby
ponownie w pobliże naszych zestawów. Już wieczorem jest branie.
Ponownie mały karp. Za nim kolejny i jeszcze jeden. Wszystkie z wagą
w granicach 4-6 kg. W zasadzie do północy cały czas pracujemy.
Cezar ma ryby na truskawkę w paście betainowej, Sławek na Squida
a ja na Pop-up Shrimp oraz kanapkę z ananasem. Od północy ustają
brania i zaczyna się robić troszkę chłodniej. Temperatura spada
do 5 stopni, więc lokujemy się do namiotu w śpiwory.
Jesteśmy troszkę
zmęczeni nocnymi karpiami i postanawiamy się przespać. Włączamy
centralki i zapadamy w głęboki sen. To nasza przedostatnia noc na
tym łowisku.
Zbliża się godzina
czwarta nad ranem i na jednym z moich zestawów następuje delikatne
piknięcie. Obserwuję kolejne podciągnięcie swingera i startuję z
namiotu pod wędkę. Cisza, ale wyraźnie widać napięcie żyłki.
Odczekuje jeszcze chwilkę do momentu kolejnego podniesienia swingera
i zacinam. Zaczyna się ostra walka z rybą. Wyraźnie czuje, że to
kawał rybska. Zaczyna odpał w stronę drzewa a mnie uginają się
nogi widząc gdzie ryba płynie. Przytrzymuję ją mocniej na
hamulcu. Odbija powrotem, ale wyjeżdża pod przeciwległy brzeg w
stronę kolejnej zawady. Robie kilka kroków wstecz i ryba ponownie
odpuszcza. Sławek i Cezar są już na pozycjach gdyż podebranie
ryby musi odbyć się w wodzie ze względu na niewielką głębokość naszego
miejsca. Wyraźnie widzę, że ryba słabnie i daje się już
szybciej podciągać w naszą stronę. Jeszcze kilkanaście metrów,
jeszcze kilka i piękny golec ląduje w podbieraku.
Cieszymy się wszyscy,
nie jest nam zimno a emocje podgrzewają nas jeszcze mocniej, kiedy
widzimy wagę. Po odpowiednim tarowaniu skala wagi pokazuje magiczne
18, 80kg.

Karp jest piękny,
ślicznie ubarwiony i bardzo długi jak na swoją wagę. Ponawiamy
ważenie. Waga nadal wskazuje 18,80kg. Wszyscy sobie gratulujemy bo to
wspólna ryba. Ja jestem szczególnie usatysfakcjonowany, bo ponownie
Squid Octopus mnie nie zawiódł. Ten aromat przez cały sezon był w
moich połowach skuteczny. Mogę śmiało polecić ten smak.
Ten karp to wspaniałe
otwarcie jesieni dla mnie i Sławka oraz Cezarego. Po raz kolejny
łowisko stowarzyszenia „Sandacz” udowadnia swoją moc. Gdy
wiosną przed tarłem ktoś ponownie złowi tę rybę może liczyć na
magiczna 2 z przodu. Tylko trzeba pamiętać - Squid Octopus na włos.
Była to największa ryba
naszej zasiadki i chyba rekord tej wody, wszyscy byliśmy zadowoleni
z wypadu, ale ……
Ostatniej nocy ponownie
serca nam mocniej zabiły. Cezar ma niesamowity odpał. Zacinam to
branie i czuję ogrom cielska. Przekazuję mu wędkę i słyszę
słowa, które nie powinny paść, że: …. ciągnie żyłkę po
zawadzie i … ryba się zrywa. Czy to był kolejny wielki karp?
Zapewne i kiedyś damy mu radę. Pytam przyjaciela, na co się
połakomił. Odpowiada – pożyczyłem sobie od ciebie Squida i
znowu porządził.
|