|

Tym razem padło na żwirownię w
okolicy Oświęcimia, w której często łowi Sławek. Wspólnie wybraliśmy się na
weekendową zasiadkę. Pogoda nie napawała optymizmem. Wschodni, dość mocny wiatr
na początku zasiadki, zupełnie przepchał ciepłe partie wody z miejsca, które
wytypowaliśmy. Postanowiliśmy jednak nie odpuszczać, gdyż pogoda miała się
poprawić. Każdy z nas wybrał sobie aromaty i zapachy do nęcenia. Ja na słodko.
Niesamowite pływaki kukurydziane są teraz moim numerem jeden. Do zanęty
powędrowały zatem kulki zanętowe Rapid Baits kukurydza wspomagana truskawką.
Całość została zalana niewielką partią boosterów o tych samych zapachach.
Dodałem także drobny granulat. Wspomogłem się niewielką ilością zanęty, gdyż
Sławek podnęcił kilka dni wcześniej.
Sam wybrał kulki zanętowe double
shrimp oraz squid-octopus. Także swoją bazę dopalił zalewami. Ja swoją zanętę
ulokowałem na małym spadzie w okręgu ok. 5 metrów. Zestawy centralnie pod
bojką. Sławek podobnie, z tym że zestawy rozlokował po bokach zanęconego
miejsca.
Pierwsza doba pozostała „sucha”.
Nie było brania. Rankiem wiatr zmalał na całkiem niewielki, ale odwrócił się w
naszą stronę. To spowodowało, że zaczęliśmy niecierpliwie czekać na branie.
Pokazało się nawet słoneczko, które pięknie grzało na naszą zanęconą miejscówkę.
Mimo to nadal czekaliśmy na branie. Było widać, że ryba w taki dzień podeszła
pod powierzchnię wody. Wyraźnie widzieliśmy jak wygrzewa się w pobliżu
miejscówki. Mimo to donęcamy delikatnie.
W godzinach popołudniowych mamy
wreszcie odjazd. Zestawy Sławka położone były w sąsiedztwie zatopionego drzewa
i tam właśnie zaparkowała pierwsza ryba. Nie udało się jej wyholować. Jeden do
zera dla nich. Nasze zestawy nadal trzymaliśmy ustawione tak, jak na początku.
Mamy jednak szczęście. Na moim
zestawie z kukurydzą pop up następuje branie. Krótki wyjazd i po zacięciu
łowimy karpia pełnołuskiego o wadze prawie 13 kilogramów. Cieszę się, że
zarówna ja, jak i Sławek mamy kontakt z rybą. Zarówno nęcenie słodkim aromatem
jaki i „śmierdziuchami” ściągnęło ryby w łowisko. Było nieźle a ostatnia noc pokazała,
że bardzo dobrze.

Około północny Sławek ma
niesamowity odjazd na 18mm squid-octopus-a. Zerwaliśmy się na równe nogi,
zacięcie i zaczyna się hol ryby, która ponownie ciągnie w stronę drzewa. Po
spince pierwszej ryby mocnie zatrzymana ryba odwraca się tuż przed zawadą i
płynie na otwartą wodę. Mija kilka minut i Sławek pomału odbiera wybraną żyłkę.
Pompa w pompę i ryba jest coraz bliżej podbieraka. Wreszcie jest. Nasza wspólna
wygrana. Waga pokazuje niecałe 15 kilogramów, dokładnie 14, 80kg. To sukces -
śliczny golec.

Cieszymy się razem z ryb i udanej
zasiadki. Pomału się kończy, gdyż rankiem muszę zjechać do domu. Ale już
planujemy kolejną. Gdzie – pada pytanie. Typujemy trzy wody wybierając małą
żwirkę w mojej okolicy i ustalamy termin. Tym razem to ja mam wstępnie zanęcić.
Taktyka taka sama. Rapid Baits kukurydza w jedno miejsce oraz, tym razem dla
odmiany, u Sławka squid-octopus i white fish.
Gdybym miał ocenić skuteczność
przynęt Fish Point to po naszych dwóch wypadach mogę powiedzieć krótko: oby tak
dalej. Wyraźnie widać, że jakość produktów jest wysoka. Dobrze dobrane składy
oraz szybkie ściąganie i utrzymanie ryb w łowisku to jest to, czego oczekujemy.
Mamy nadzieję, że w pełni lata także będziemy mieć możliwość łowić skutecznie.
Musze sobie tylko domówić moje ulubione pływaczki – niezawodną kukurydzę.
|